10 rzeczy, których nie chcesz usłyszeć od klienta

10 rzeczy, których nie chcesz usłyszeć od klienta

10 rzeczy, których nie chcesz usłyszeć od klienta

Spektakularni klienci „z piekła rodem” to niewielki odsetek wszystkich zleceniodawców, dla których pracujesz. Są jednak i tacy, z którymi współpraca układa się całkiem przyzwoicie, aż nagle słyszysz… jedną z rzeczy, które doprowadzają cię do białej gorączki.

Doświadczeni freelancerzy mogliby z pewnością uzupełnić listę najgorszych wiadomości, jakie można dostać od klienta. Początkującym freelancerom przestawiamy naszą listę.

10 rzeczy, których nie chcesz usłyszeć od klienta
Źródło obrazka: pixabay.com/en/users/Unsplash-242387/

„Zapłacę później”

Możesz nazwać się doświadczonym freelancerem, jeśli od jednego klienta usłyszałeś taką wymówkę przynajmniej dwukrotnie. Możesz także mówić o szczęściu, bo zwykle po pierwszym mailu „zapłacę później” następuje głucha cisza. Jeśli przed rozpoczęciem współpracy spisaliście umowę jedyne, co możesz zrobić to… przypominać. No, chyba że chcesz używać słowa „prawnik”.

Jeśli masz takie doświadczenia, wiesz już, dlaczego warto korzystać z zaliczek. Nawet jeśli klient wycofa się z projektu w połowie twojej pracy, otrzymasz chociaż część wynagrodzenia. Innym rozwiązaniem jest skorzystanie z serwisu Useme. Zleceniodawca z góry opłaca całą fakturę, a pieniądze zostają zamrożone na koncie powierniczym jako depozyt. Useme przekazuje ci je dopiero, gdy ukończysz pracę i zostanie ona zaakceptowana przez zleceniodawcę.

„Zapłacę, jak tylko sam otrzymam pieniądze”

To wymówka używana często przez różnych innowatorów, marzycieli i wizjonerów z projektami wspaniałego biznesu, który na pewno przyniesie olbrzymie zyski… a wtedy ty też dostaniesz swoje pieniądze. Inną formą wynagrodzenia jest procent w „udziałach” lub zyskach startupu.

Nigdy nie zgadzaj się na takie propozycje – no chyba, że odpowiadasz również na wiadomości nieznajomych nigeryjskich książąt na Facebooku, którzy oferują udziały w kopalni złota za skromne kilkaset dolarów wsparcia.

„Jesteś droższy niż mój pracownik”

Najbardziej naturalną odpowiedzią jest: „Więc niech twój pracownik sam zrobi to zlecenie”. Bardziej dojrzałym zachowaniem jest wyjaśnienie – kolejny raz – dlaczego stawki freelancerów są proporcjonalnie wyższe do stawek godzinowych pracowników etatowych.

Freelancer pracuje na zlecenie, jako konsultant, lub wykonuje określone dzieło. Nie przysługują mu zatem przywileje etatowego pracownika, łącznie z płatnym urlopem i chorobowym oraz ubezpieczeniem. Freelancer opłaca to wszystko z własnej kieszeni.

Do tego dochodzi potrzeba ciągłego kształcenia, aby zagwarantować produkt naprawdę wysokiej jakości i pełen profesjonalizm usług. Freelancer tym różni się od etatowego pracownika, że nie musi być kontrolowany. Współpraca z freelancerem opiera się na obopólnym zrozumieniu, że klient dostaje dokładnie to, czego chce i płaci za to tyle, ile zlecenie jest warte.

Nigdy nie zaszkodzi zorientować się, jakie są średnie ceny dyktowane na rynku i na ich podstawie ustalić swoje stawki. Nie zaniżaj cen – licytacja w dół nie pozwoli ci się utrzymać ani zapewnić usług na odpowiednim poziomie. Jest to też informacja dla zleceniodawcy, że oferowane przez ciebie prace są jakości równie niskiej jak twoje stawki.

Co warto, a czego nie warto robić, kiedy jesteś freelancerem

„Ale inni chcą mniej”

To stwierdzenie to wystarczający powód, aby już na początku ustalić stawki i twardo się ich trzymać. Oszczędzi ci to nerwów renegocjowania wynagrodzenia w połowie projektu lub pod sam koniec, kiedy praca jest prawie gotowa. Klienci często pokazują także strony z giełdami zleceń dla freelancerów licytujące do najniższej stawki albo strony z konkursami dla grafików, żeby pokazać, że te same usługi można mieć za półdarmo. Jeśli klient pokazuje ci, że w jego oczach jesteś tanią siłą roboczą, nie udowadniaj mu, że ma rację. Bądź pewny siebie, znaj swoją wartość i trzymaj się swoich stawek.

I mała podpowiedź do klientów: jeśli chcesz tańszego wykonawcy, musisz się także liczyć z „tańszą” etyką pracy: niedotrzymanymi terminami, pracą niższej jakości lub kopiowaniem już istniejących pomysłów. Oryginalna praca dobrej jakości jest warta swojej ceny.

„To cię wypromuje”/„Będziesz miał do portfolio”

Dlaczego możliwość promocji albo wzbogacenia CV nie jest kierowana także do etatowych pracowników? Dla freelancerów networking jest ważny, ale praca za darmo nie zagwarantuje zyskania następnego klienta. Nie licząc oczywiście takiego, który też poprosi o pracę za darmo, tak jak „dla kolegi z firmy xyz”.

Dla twoich klientów ważne jest nie to, gdzie znajduje się twoja praca, ale jakie masz portfolio. Tworzenie doskonałych prac i zezwalanie na ich używanie za darmo jest nie w porządku. Nie daj się wykorzystywać w ten sposób.

„Nie otrzymaliśmy faktury”

Faktura nie dotarła? Poczta zawiodła? Nie załapałeś się na miesięczną listę płac i musisz poczekać? Kłótnie na nic ci się nie przydadzą. Możesz tylko wysłać ponownie fakturę z prośbą o potwierdzenie, że została otrzymana. Upewnij się, że serwery pocztowe działają i kiedy jest zamykana lista płac, aby klient nie użył tej samej wymówki drugi raz.

Możesz także skorzystać z zabezpieczenia płatności Useme. Wystaw fakturę przez serwis i wgraj gotowe dzieło, a klient otrzyma je dopiero, kiedy faktura zostanie opłacona.

„A gdyby zielony był bardziej żółty?”

Ta prośba ma jeszcze kilka innych wariantów: „okrągły, ale bardziej kwadratowy”, albo „informacyjny, ale taki bardziej humorystyczny i zwięzły”. To typowa zagrywka klientów, którzy nie wiedzą, czego chcą albo zmieniają zdanie, kiedy masz już gotowe pół projektu.

Jest kilka sposobów, aby się zabezpieczyć. Przede wszystkim pytaj i proś o przykłady, aby zorientować się, czego chce twój klient. Pokazuj mu próbki pracy, abyś miał czas nanieść ewentualne poprawki. Jeśli prezentujesz próbki, daj klientowi (i sobie) dwa dni przerwy, abyście mieli czas pomyśleć nad projektem i trochę się z nim „przespać”.

„Bardziej ‘wow’”/„Bardziej Flashy”

Wszystko jasne, prawda? Nawet nie próbuj zrozumieć, bo prawdopodobnie nigdy „nie załapiesz”, w czym rzecz. Możesz najwyżej pytać i to nie o wyjaśnienia, skoro wiesz, że dobór słów szwankuje, ale o przykłady. Niech klient pokaże ci coś, co jest „wow”, „Apple”, „proste, ale rozbudowane”, „minimalistyczne i prestiżowe” itd.

Klient zaczyna odpowiadać odwołując się do swoich wrażeń i uczuć, jakie ma w nim wzbudzić efekt końcowy? Jesteś w kropce. W najlepszym wypadku któryś z twoich projektów do niego przemówi. W najgorszym – odpowiedz, że design to nie psychoanaliza i nie projektujesz w oparciu o cudze uczucia.

„Zacznijmy od początku”

Ale bez żadnej dodatkowej zapłaty. To właśnie się dzieje, kiedy nie ustalisz jasnych zasad nanoszenia poprawek i ich cen. Jeśli usłyszysz nieśmiertelne „ale to nie jest to, czego chciałem, czemu mam za to płacić?”, nie ulegaj. „Zacząć od początku” oznacza „zrobić kompletnie nową rzecz od postaw”! Nie masz również żadnej gwarancji, że po kolejnym miesiącu pracy klient nagle nie stwierdzi, że jednak poprzednia wersja podobała mu się bardziej i… nie zapłaci za drugą.

Zabezpieczaj się także bardzo dokładnymi opisami dzieła, które ma być efektem twojej pracy. Ilość podstron, ilość i długość postów do zamieszczenia, specyfika grafiki – to wszystko powinno zostać ustalone, zanim zaczniesz pracować.

„Po prostu rób, jak uważasz”

Z ewentualnym zapewnieniem o całkowitym zaufaniu. Nie wierz w to – klient po prostu nie wie, czego chce i oczekuje, że dojdziesz do tego w jego imieniu. Może za to doskonale wiedzieć, czego nie chce. Do twoich zadań należy zatem nie tylko projektowanie, ale także… zabawa w jasnowidza. Spróbuj ustalić, jakie klient ma oczekiwania. Prawdopodobnie ma coś na myśli, ale testuje twoją kreatywność. Zaskocz go czymś szalonym – albo się zgodzi, albo wreszcie powie, czego dokładnie chce. Wtedy zaproś do rozmowy o tym, co jest dla niego najważniejsze i jaki cel chce osiągnąć oraz w jakim aspekcie zostawia ci wolną rękę. Jest szansa, że ostatecznie każdy z was otrzyma to, czego chce.

Jaka jest alternatywa? Jeśli nie jesteś telepatą, nawet nie podejmuj się takiego zlecenia. „Mmm, nie, proszę zmienić kolor i font, dodać trochę efektu wow, a w sumie to zacznijmy jeszcze raz od czegoś zupełnie nowego”.

Zmęczony? Pomyśl, że nadal możesz jechać na wakacje, kiedy chcesz, pracować w kawiarni i nie przejmować się humorami współpracowników. Możesz także… „zwolnić” klienta, jeśli czujesz, że współpraca nie przyniesie ci nic, poza niepotrzebnym stresem.

A może są jeszcze jakieś zdania „z piekła rodem”, których naprawdę nie możesz znieść? Chętnie się o nich dowiemy!

Zapisz

Zapisz

Skomentuj

avatar